AKTUALNOŚCI
Bartosz Kaniecki

Bartosz Kaniecki to wychowanek Widzewa, którego kariera w ostatnim czasie nabrała szybkości. Młody bramkarz w obecnym sezonie rozegrał kilka ważnych spotkań w Widzewie, a także otrzymał powołanie do reprezentacji Polski prowadzonej przez Franciszka Smudę.


Zadebiutował Pan w Ekstraklasie w barwach Widzewa w 2007 roku. W trakcie tych dwunastu minut zdołał pokonać Pana Dawid Nowak. Mecz zakończył się wygraną GKS Bełchatów 3-1. Jak wspomina Pan tamto spotkanie?

Pojawiłem się na boisku w 78 minucie. Kontuzji doznał wówczas Bartek Fabiniak, co spowodowało, że mogłem zadebiutować w Ekstraklasie. Te kilkanaście minut minęło bardzo szybko. Miałem kilka udanych interwencji, niestety raz zostałem pokonany.

Potem na pewien czas zrobiło się cicho o Bartoszu Kanieckim. Odnalazł się Pan w Piotrkowie Trybunalskim. Co Pana skłoniło aby przejść na pół roku do II-ligowej wtedy Concordii?

W Widzewie miałem małe szanse na grę. Pewne miejsce w składzie miał Maciek Mielcarz, a jego zmiennikiem był Bartek Fabiniak. Wspólnie w klubie uznaliśmy, że lepiej będzie dla mnie, jak zostanę wypożyczony do Concordii, występującej wówczas w drugiej lidze. Wywalczyłem sobie tam miejsce w składzie, dzięki czemu zdobyłem kolejne cenne doświadczenie, a przede wszystkim grałem w meczach o stawkę.

Wiele Pan ryzykował. Gdyby w Concordii się nie powiodło, mógłby Pan dłużej plątać się po niższych ligach.

Wypożyczenia do Concordii nie traktowałem jako ryzyka. Było to dla mnie raczej wyzwanie, dzięki któremu, jak już wspomniałem, zdobyłem sporo doświadczenia. Robiłem co w mojej mocy, aby grać w Piotrkowie Trybunalskim najlepiej, jak potrafię.

W Concordii na 13 spotkań zaliczył Pan pięć z czystym kontem. Ale chyba do ostatniej chwili ważył się Pana powrót do Widzewa? Wypożyczenie do Concordii było tak skonstruowane, że gdyby sztab szkoleniowy Widzewa nie podjął decyzji powrocie po sezonie 2009/10, w którym Concordia spadła z ligi, musiałby Pan występować w piotrkowskim klubie jeszcze przez pół roku na szczeblu III ligi.

Po półrocznej grze w Concordii wróciłem do Widzewa. Trenerzy śledzili moje poczynania i następnie zadecydowano, abym powrócił do klubu. Przygotowywałem się z Widzewem do rundy jesiennej Ekstraklasy, a wkrótce sztab szkoleniowy podjął decyzję, że będę drugim bramkarzem. Usiadłem więc na ławce rezerwowych.

Z perspektywy czasu chyba nie żałuje Pan, że zaryzykował z Concordią. W rundzie jesiennej sezonu 2010/11 zagrał Pan trzy spotkania w Ekstraklasie i trzy w Pucharze Polski.

Wystąpiłem w meczach ligowych przeciwko Zagłębiu Lubin, Cracovii Kraków i Górnikowi Zabrze, a także trzech potyczkach Pucharu Polski. Trenerzy zapowiadali, że w tych rozgrywkach to ja będę bronił, dzięki czemu wystąpiłem w meczach z Zawiszą Bydgoszcz, Zagłębiem Lubin oraz Wisłą Kraków.

Szybko przyszło powołanie do reprezentacji Polski na mecz z Bośnią i Hercegowiną. Nie udało się Panu zadebiutować. To powołanie nie przyszło nieco zbyt szybko w Pana karierze?

Byłem bardzo miło zaskoczony tym powołaniem. To dla mnie duże wyróżnienie. Udałem się na zgrupowanie kadry z zamiarem pokazania z jak najlepszej strony. Wróciłem z Turcji z nowymi doświadczeniami. Miałem okazję zobaczyć na własne oczy, jak funkcjonuje kadra i jak to wszystko wygląda od środka.

Zdążył Pan już zagrać na wiosnę w meczu przeciwko Wiśle Kraków. W 78 minucie pojawił się Pan na boisku ponieważ czerwoną kartkę otrzymał Maciej Mielcarz. Jedenastkę wykonywał Andraz Kirm…

Maciek otrzymał czerwoną kartkę, co spowodowało, że pojawiłem się na boisku. Od razu stanąłem przed zadaniem obrony rzutu karnego. Wyczułem intencje gracza Wisły, ale przy dobitce byłem już bez szans. Szkoda, że nie udało się zachować w Krakowie czystego konta, a także zdobyć jakichkolwiek punktów.

Jest Pan wychowankiem Widzewa. Serce mocniej bije jak staje się w bramce na stadionie, który kiedyś oglądało się z trybun?

Jestem wychowankiem Widzewa, więc to oczywiste, że zawsze chcę grać jak najlepiej dla tego klubu. Podczas meczów jestem skoncentrowany przede wszystkim na meczu i na tym się skupiam.

Mógłby Pan stać się takim łódzkim Ryanem Giggsem i zostać w Widzewie do zakończenia kariery gdyby otrzymał Pan taką propozycję? Jak ważne jest dla Pana przywiązanie do barw klubowych?

Widzew jest moim klubem, tu się wychowałem. Jestem przywiązany do tego klubu. Co będzie w przyszłości, to się dopiero okaże. Nie ukrywam, że chciałbym występować przy al. Piłsudskiego jak najdłużej. Co do Giggsa, to na pewno jest to wielka postać, z którą trudno być porównywanym. Każdy życzyłby sobie zrobienia takiej kariery

 

Subskrybuj
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments