AKTUALNOŚCI
GKS Tychy obnażył słabości wicelidera

Takiego wyniku nikt chyba się nie spodziewał. W zaległym spotkaniu z rundy jesiennej ŁKS Łódź przegrał na własnym stadionie z GKS Tychy 0:3 (0:1). Drużyna Artura Derbina przewyższała gospodarzy w każdym właściwie elemencie gry i zasłużenie wywalczyła trzy punkty. ŁKS raził niedokładnością i brakiem pomysłu na skuteczną grę.


tomadex wszystko dla kibica

ŁKS zapowiadał przed meczem, że zrobi wszystko aby zetrzeć złe wrażenie z końcówki jesieni poprzedniego roku i zacząć tegoroczne granie od wygranej. Tyszanie przyjechali jednak do Łodzi bardzo mocno zmotywowani i od pierwszej minuty to oni mieli inicjatywę. Łodzianie próbowali atakować, ale zupełnie im to nie szło. GKS Tychy swoją przewagę udokumentował bramką z 40. minuty. Arkadiusza Malarza pokonał Bartosz Biel. To jednak był dopiero początek złych dla łodzian boiskowych wydarzeń.

Dwanaście minut po zmianie stron było już po meczu. GKS poszedł bowiem za ciosem i w 55. oraz 57. minucie dokonał dzieła zniszczenia. Malarz musiał wyjmować piłkę z bramki po strzałach Bartosza Szeligi i Kamila Kargulewicza. Prowadząc 3:0 tyski zespół w pełni kontrolował już przebieg spotkania, a łodzianie nie byli w stanie strzelić nawet honorowego gola. Okazją do rehabilitacji może być kolejny mecz, który odbędzie się na stadionie przy alei Unii Lubelskiej. W sobotę (27 lutego) o 12:40 ŁKS rozpocznie spotkanie z Odrą Opole. Aby jednak wywalczyć punkty zespół trenera Stawowego musi zagrać zdecydowanie lepiej.

ŁKS Łódź – GKS Tychy 0:3 (0:1)
Bramki: Bartosz Biel 40, Bartosz Szeliga 55, Kamil Kargulewicz 57

ŁKS: Malarz – Dankowski, Dąbrowski ż (61′ Carlos Moros Gracia), Sobociński, Wolski ż – Pirulo, Dominguez, Tosik (60′ Sekulski), Rygaard, Trąbka – Janczukowicz

 

Subskrybuj
Powiadom o
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Wiara
2 miesięcy temu

Dramat .Poziom gry łksu to 2 liga co najwyżej!

Fan ŁKS
2 miesięcy temu

Spokojnie Krzys buduje drużynę na Lige Mistrzów wyniki nie sa wazne!

Ja20
2 miesięcy temu

Ja sie spodziewałem.