Concordia Piotrków z pierwszym wiosennym zwycięstwem. Po dwóch remisach z zespołami ze ścisłej czołówki zespół Ireneusza Komara pokonał przed własną publicznością Polonię Gorzędów 2:1 w spotkaniu 18. kolejki Decathlon Klasy Okręgowej (grupa II). Do przerwy wygrywali 1:0 goście po bramce byłego zawodnika Polonii Piotrków Dawida Lenarcika. Jeszcze przed zmianą stron strzelec gola obejrzał czerwoną kartkę.
I to wykorzystała Concordia. Już w 48. minucie do remisu doprowadził Kacper Górski, a na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry zwycięskiego gola dla gospodarzy strzelił Adam Przybył. W końcówce siły się wyrównały gdyż czerwoną kartkę w zespole Concordii obejrzał Mieszko Śpiewak, ale nie miało już to wpływu na wynik spotkania.
Z dorobkiem 35 punktów piotrkowski zespół awansował na drugie miejsce w tabeli, ale GKS II Bełchatów i Lechia II Tomaszów swoje mecze rozegrają w niedzielę.
Zdjęcie: Artur Wolski


Słaby mecz Concordii ale szacunek za walkę do końca .
Polonia naprawdę solidna drużyna, lenercikowi się trochę odkleiło, ale mimo wszystko mecz równy, że wskazaniem na Concordię, bo wiadomo grała u siebie
CIEKAWIE SIE ROBI W DRZEWICY ZOBACZYMY KOLEJNE MECZE
Kogo to obchodzi ? Drzewica już się nie liczy w walce o awans fajnie że się utrzymają bo to zasłużona drużyna
Jako osoba, która co weekend wspiera z trybun Concordię Piotrków, muszę przyznać, że trudno nie odnieść wrażenia, iż w grze drużyny wciąż brakuje wyraźnej poprawy. Owszem, w składzie pojawiły się nowe nazwiska, zawodnicy z doświadczeniem, którzy na papierze powinni wnieść jakość i spokój na boisko. Niestety, rzeczywistość meczowa wygląda momentami zupełnie inaczej. Zespół sprawia wrażenie rozkojarzonego i chaotycznego — zdarzają się fragmenty gry, w których piłkarze mają problem z wymienieniem dwóch czy trzech celnych podań, zanim piłka nie opuści boiska.
Patrząc z trybun, można odnieść wrażenie, że drużynie brakuje uporządkowania i jasnej koncepcji gry. Zamiast płynnych akcji widać nerwowość, pośpiech i momentami coś, co wygląda jak samowolka na boisku. Każdy próbuje zrobić coś po swojemu, a przez to całość nie tworzy spójnego obrazu zespołu, który wie dokładnie, jak chce grać.
Mam też poczucie, że wynik ostatniego meczu mógł potoczyć się inaczej. Gdyby nie bardzo ostry, wręcz brutalny atak zawodnika z numerem 6, losy spotkania mogłyby wyglądać zupełnie inaczej.
Mimo wszystko jako kibic wciąż mam nadzieję, że drużyna zacznie w końcu wyglądać lepiej jako całość. Bo potencjał w nowych zawodnikach na pewno jest — teraz potrzeba jeszcze zgrania, dyscypliny taktycznej i większego spokoju w grze.