Aleksandar Vuković nie słuchał chyba jednej z konferencji swojego poprzednika Igora Jovicevicia o tym, że w polskiej Ekstraklasie osiemdziesiąt procent meczów kończy się wygraną tej drużyny, która pierwsza strzeliła bramkę. Lech Poznań wygrywał w Łodzi z Widzewem 1:0, ale czterokrotni mistrzowie Polski nie tylko odrobili straty. Potrafili również strzelić zwycięskiego gola.
Ligowy klasyk dostarczył kibicom wiele emocji. W 28. minucie potężnym strzałem z ostrego kąta popisał się Islandczyk Gisli Thordarson i Veljko Ilić zmuszony był wyciągać piłkę z bramki. Sześć minut później było jednak już 1:1. Koronkowa akcja Widzewa przyniosła efekt. Sebastian Bergier zagrał do Marcela Krajewskiego, a ten przedłużył do Frana Alvareza. Bramkarz Lecha Bartosz Mrozek nie miał nic do powiedzenia po uderzeniu Hiszpana.
Siedem minut po wznowieniu gry Widzew objął prowadzenie. Obrońcy Lecha wybili piłkę z własnego pola karnego tuż pod nogi Emila Kornviga. Ten nie zastanawiał się i huknął z piętnastu metrów. Futbolówka zatrzepotała w siatce. W końcówce obie drużyny miały swoje sytuacje, a Kolejorz robił wszystko, aby wywieźć z Łodzi chociaż jeden punkt. To się jednak nie udało, a po ostatnim gwizdku Szymona Marciniaka kibice Widzewa mogli cieszyć się z wygranej.
Widzew Łódź – Lech Poznań 2:1 (1:1)
Bramki: Fran Alvarez 34, Emil Kornvig 52 – Gisli Thordarson 28
Widzew: Ilić – Krajewski (81′ Selahi), Żyro ż, Wiśniewski, Kapuadi, Cheng – Kornvig ż (73′ Baena), Lerager, Shehu, Alvarez (62′ Fornalczyk) – Bergier (62′ Zeqiri ż).
Widzew kolejny mecz rozegra na wyjeździe z Arką Gdynia, a spotkanie 25. kolejki PKO Ekstraklasy przewidziane jest na niedzielę (15 marca) o 12:15.

