To jest jak dobry brazylijski serial. Można nie oglądać stu odcinków, a i tak wiadomo, o co chodzi. Widzew Łódź zmienia trenerów, dokonuje hitowych transferów, zapowiada walkę o europejskie puchary. Efekt? Ten sam od wielu miesięcy. Na grę czterokrotnego mistrza Polski patrzeć spokojnie się nie da. W ostatnim październikowym spotkaniu PKO Ekstraklasy zespół Mateusza Stolarskiego przegrał w Katowicach z GKS 2:3 (0:1).
W trzynastu dotychczas rozegranych spotkaniach Widzew triumfował tylko raz. Osiem razy dzielił się z rywalem punktami, a czterokrotnie schodził z boiska pokonany. W Katowicach zaczął grać w piłkę przegrywając 0:3. Strzelił dwie bramki, ale nie wystarczyło to nawet do remisu. Wcześniej bowiem dwukrotnie trafił do bramki Bartosz Nowak, a przy trzecim jego trafieniu ostatecznie zaliczono samobójcze trafienie na konto Steve Kapuadiego. 28-letni reprezentant Demokratycznej Republiki Konga trafił do właściwej bramki w 70. minucie. Chwilę później odpalił Karol Świderski, ale to wszystko na co stać było Widzew w Katowicach.
Stare porzekadło mówi, że sukces ma zazwyczaj wielu ojców, a porażka jest sierotą. Czy przygoda Mateusza Stolarskiego z łódzkim klubem będzie miała swój dalszy ciąg w listopadzie? Scenariuszy jest wiele, a pozycja Widzewa w tabeli straszy kibiców jako halloweenowy Jack-o’-lantern.
GKS Katowice – Widzew Łódź 3:2 (1:0)
Bramki: Bartosz Nowak 33, 59, Steve Kapuadi 65-sam. – Steve Kapuadi 70, Karol Świderski 74
Widzew: Drągowski – Gazibegović, Wiśniewski, Ricardo Visus (46′ Cheng), Kapuadi – Males (62′ Bergier), Papanikolaou (86′ Selahi), Kornvig (76′ Vermesan), Shehu (62′ Alvarez), Biuk – Świderski.
W 14. kolejce Widzew podejmie Pogoń Szczecin. Mecz na stadionie przy alei Piłsudskiego odbędzie się w sobotę (7 listopada), a jego początek wyznaczono na 20:15.

