Nie tak miał wyglądać powrót Widzewa Łódź do ligowej rywalizacji po reprezentacyjnej przerwie. Zespół trenera Mateusza Stolarskiego miał zacząć nadrabiać stracony dystans i piąć się w górę tabeli. Rozpoczął jednak październik od falstartu. Przegrał w Gliwicach z Piastem 1:2 (0:0) i nadal ma na koncie tylko jedno zwycięstwo. O wygranej Piasta zdecydowała bramka Quentina Boisgarda.
Już w 8. minucie mogło być 1:0 dla Piasta. Strzał głową Samuela Ntamacka trafił jednak w słupek widzewskiej bramki. Później kibice oglądali bezbarwną grę, a w większości akcja toczyła się w środkowej strefie boiska. Nic więc dziwnego, że po 45 minutach było 0:0.
Ciekawsza była druga połowa. W 68. minucie wynik otworzył Giánnis Papanikoláou. Nie był to jednak gol dla Widzewa, ale trafienie samobójcze. Grek przeciął dośrodkowanie w pole karne Widzewa i nie dał żadnych szans Drągowskiemu. Trzy minuty później Widzew wyrównał za sprawą Karola Świderskiego, który wykorzystał dośrodkowanie Jusufa Gazibegovicia. Wydawało się, że widzewiacy mogą pójść za ciosem i poszukać zwycięskiego gola. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Bramkę strzelił Piast, a na listę strzelców wpisał się Quentin Boisgard.
Piast Gliwice – Widzew Łódź 2:1 (0:0)
Bramki: Giannis Papanikolaou 68 (sam.), Quentin Boisgard 90 – Karol Świderski 71
Widzew: Drągowski – Gazibegović (73′ Krajewski), Wiśniewski, Kapuadi, Mario Garcia ż – Biuk, Papanikolaou (73′ Shehu), Kornvig, Alvarez (65′ Dani Silva), Fornalczyk (56′ Males) – Bergier (56′ Świderski).
Kolejny mecz widzewiacy rozegrają już w najbliższy piątek (16 października). O 20:30 na własnym stadionie zmierzy się z Wisłą Kraków.
Zdjęcie: Widzew Łódź

