GKS Orkan Buczek nadal niepokonany w rozgrywkach IV ligi łódzkiej. Zespół Marcina Węglewskiego wygrał kolejny domowy mecz z silnym rywalem i umocnił się w ten sposób w ścisłej czołówce tabeli. Po zaciętym pojedynku klub z Buczku pokonał AKS SMS Łódź 3:2 (1:1) i jest to szósta wygrana w tym sezonie. Z dorobkiem 21 punktów GKS Orkan, przynajmniej do niedzieli, zostanie na drugim miejscu w ligowej tabeli.
Kibice obejrzeli bardzo zacięty pojedynek, w którym do przerwy było 1:1 po trafieniach Bartosza Kopańskiego (GKS Orkan) i Piotra Prokopa (AKS SMS). Osiem minut po wznowieniu gry na prowadzenie wyszli goście, a Franciszka Rynkiewicza pokonał Mateusz Jojko. Wydawało się, że Czarne Pantery pójdą za ciosem. W 58. minucie czerwoną kartkę obejrzał jednak Jakub Cieślicki i to pokrzyżowało przyjezdnym plany. Gospodarze wzorowo wykorzystali grę w przewadze. Najpierw do remisu doprowadził Filip Staniucha, a chwilę później zwycięskiego gola strzelił Oskar Przywara.
GKS Orkan Buczek – AKS SMS Łódź 3:2 (1:1)
Bramki: Bartosz Kopański 16, Filip Staniucha 65, Oskar Przywara 69 – Piotr Prokop 29, Mateusz Jojko 53
GKS Orkan: Rynkiewicz – Misztalski, Jakubiec ż, Kowalski ż, Lewandowski – Mizera, Bociek (71′ Niciak), Kubiak (63′ Norbert Dregier), Kapica (77′ Przybylski), Przywara – Kopański (46′ Staniucha).
AKS SMS: Baiev – Bogusz (66′ Karpiński), Borcuch ż (74′ Pinkowski ż), Cieślicki cz, Jojko – Papis, Owsiński ż, Mroczyński ż, Dubicki (71′ Knapik), Maćkowiak (81′ Szklarz) – Prokop (85′ Gabara).


A my już rozkręcamy densparty. Będziemy dziś sączyli poncz z mirabelek, zakąsimy szmalcem z prosincia i będziemy tańczyć sambę Buczacza. Nasze prawdy futbolu są w tym sezonie nieomylne.
Andrzej przestań chodzić po galeriach i kraść internet, żeby pisać te durne komentarze. Sam mieszkasz pewnie w oborze i się tak przyzwyczaiłeś do pisania o wódce itp. Puknij się w łeb wyjdź do ludzi i zsocjalizuj się
Ale od Andrzeja to ty się odczep. To dobry sponsor i Przyjaciel Naszego Buczka. I wierny kibic. Gdyby nie on, to byśmy dalej kopali fudzboły na boisku w Brodni i klepisku w Maleni
Andrzej, jak się spisali Masztalski, Telesfor i Mizera?
My dochodzimy do siebie po wczorajszym densparty. Tańczylimy sambę z Buczacza i żegnalimy lato. Wypilimy dwa baniaki mirabelkówki i zjedli całe prosię. Chcielimy topić Marzenę w stawie przy boisku, ale bylimy już za bardzo pijane. Telesfor i Masztalski grają jak Lato z Domarskim na Łemblej. Mizera nie jadł już z miesiąc łogorków, przerzucił się na fasolkę po brytońsku.