AKTUALNOŚCI
Rycerze Wiosny jeszcze się nie poddali

Dwa tygodnie temu sytuacja ŁKS w tabeli PKO Ekstraklasy była beznadziejna. Marcin Matysiak dał jednak nowe życie Rycerzom Wiosny i dziś nie można już powiedzieć, że łodzianie są pewniakiem do spadku z ligowej elity. Wygrali dwa mecze z rzędu, a dzisiejszym remisem 1:1 (0:0) z Rakowem Częstochowa udowodnili, że walczyć zamierzają do końca.

Faworytem i to zdecydowanym był obrońca mistrzowskiego tytułu. I taki też przebieg miała pierwsza połowa. Raków dyktował warunki gry, a ŁKS umiejętnie się bronił. W drugiej połowie łodzianie zaczęli grać odważniej, a kibice gorącym dopingiem nieśli Rycerzy Wiosny do ataku. I w 67. minucie dopięli swego. Po główce Rahila Mammadova piłkę zagrał ręką w polu karnym Gustav Berggen. Po konsultacji z VAR sędzia Bartosz Frankowski podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Dani Ramirez i dał prowadzenie gospodarzom. Później przycisnął Raków, a Aleksander Bobek miał pełne ręce roboty. Mistrz Polski wyrównał dopiero w siódmej minucie doliczonego czasu gry za sprawą Giannisa Papanikolaou. Na stadionie imienia Władysława Króla dało się słyszeć jęk zawodu. Zwycięstwo było bowiem na wyciągniecie ręki.

ŁKS Łódź – Raków Częstochowa 1:1 (0:0)
Bramki: Dani Ramirez 69-karny – Giannis Papanikolaou 90

ŁKS: Bobek ż – Dankowski, Gulen, Mammadov, Durmisi – Balić ż (87′ Głowacki), Louveau, Mokrzycki, Ramirez (90′ Koprowski), Szeliga (65′ Młynarczyk ż) – Janczukowicz (65′ Tejan ż)

W Wielką Sobotę o 15:00 ŁKS zagra w Białymstoku z kandydatem do tytułu mistrza Polski – Jagiellonią i jedzie tam sprawić kolejną niespodziankę. Po tym, co drużyna Marcina Matysiaka pokazała w ostatnich trzech meczach to nie są tylko puste słowa.

Subskrybuj
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments