AKTUALNOŚCI
Do Gomunic wróci wielka piłka?

O maleńkich Gomunicach (powiat radomszczański) słyszał prawie każdy kibic piłkarski, który interesuje się krajowymi rozgrywkami. W sezonie 2001/2002 miejscowy Stasiak Bak-Pol grał bowiem w trzeciej lidze (grupa I) i był to jedyny wówczas klub zrzeszony w LZS, który występował na tym szczeblu rozgrywek. Do Gomunic przyjeżdżały tak uznane firmy jak Gwardia Warszawa, Hutnik Warszawa, Znicz Pruszków czy Piotrcovia-Ptak.


 


Człowiekiem, który mieszkańcom Gomunic dał namiastkę wielkiego piłkarskiego świata był Mirosław Stasiak. Był prezesem, sponsorem i jednocześnie napastnikiem drużyny, która była kontynuatorem tradycji Cefolu Wojciechów. To Stasiak zdecydował się przejąć będący w opłakanej sytuacji finansowej klub i w kilka lat awansował z nim do trzeciej ligi. Pierwszy mecz sezonu 2001/2002 miejscowi kibice pamiętają do dziś. Stasiak Bak-Pol pokonał MKS Mława 4:1, a dwa gole zdobył „Mirek” – (tak nazywali go wszyscy i tak kazał do siebie mówić) Stasiak.

Po meczu szumnie zapowiadał – „będę królem strzelców”. Skończyło się na czterech strzelonych bramkach i ciężkiej kontuzji (otwarte złamanie nogi). Mimo niezłej gry drużyna z Gomunic spadła do czwartej ligi (do utrzymania zabrakło jednego punktu) i tam w sezonie 2004/2005 zakończyła swoją działalność.

Stasiak jednak nie przestał bawić się w futbol. Przejął udziały w Ceramice Opoczno, z którą (jako prezes i napastnik) grał w drugiej lidze. Trenerzy drużyny musieli go wpuszczać w ostatnich minutach spotkania na boisko. W przeciwnym razie mogli bowiem stracić posadę. Udało mu się strzelić bramkę w drugiej lidze (w przegranym spotkaniu 1:3 z Piotrcovią-Ptak). Gol zdobyty przez Stasiaka (wyróżniał się na boisku zaokrąglonym brzuszkiem) padł w niecodziennych okolicznościach i do dziś wzbudza uśmiech politowania u kibiców, którzy widzieli ten mecz na żywo. Swoją przygodę z futbolem Mirosław Stasiak skończył w kontrowersyjnych okolicznościach w Ostrowcu Świętokrzyskim (tam również był sponsorem i zawodnikiem miejscowego KSZO). Przez kilkanaście najbliższych miesięcy media pisały o nim jako Mirosławie S. ze względu na związki z tzw. aferą korupcyjną w futbolu. Wydawało się wtedy, że „Mirek” nie wróci już do piłki.

„Wilka ciągnie jednak do lasu”. Stasiak wrócił do korzeni i w rundzie jesiennej znów zaczął pociągać za sznurki w drużynie A-klasowego LUKS Gomunice. To dzięki jego staraniom na kameralnym obiekcie w Gomunicach zobaczyć można było jesienią 2010 roku takich piłkarzy jak Radosław Kowalczyk czy Artur Kowalski.
Po rundzie jesiennej LUKS zajmuje drugie miejsce z czteropunktową stratą do Włókniarza II Zelów.
– Awansujemy do okręgówki i przejdziemy ją jak burza. Nie będziemy przegrywać z jakimiś Babami – zapowiedział szumnie w prasowym wywiadzie „Mirek”, który jesienne mecze klasy A zwykł oglądać z okna swojego, jak mówi, apartamentu. Oglądał nie sam, ale w towarzystwie Tomasza Hajty – 62-krotnego reprezentanta Polski. Podobno wiosną 2011 roku Hajto ma grać w Gomunicach. Nie jest to jednak do końca potwierdzona informacja. Na boisku można natomiast spodziewać się Stasiaka.  – Parę minut jeszcze wytrzymam – zapowiada 44-letni „Mirek”.

Subskrybuj
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments